Lucjusz
Malfoy siedział w swoim salonie czytając poranną gazetę, choć tak naprawdę nie mógł się skupić, cały czas myślał co spotka teraz jego
rodzinę po wojnie, choć cudem udało mu się uniknąć Azkabanu, to zabrano mu
różdżkę a jego dom co parę dni odwiedzają aurorzy, na szczęście jego żona Narcyza uniknęła zabrania różdżki dzięki zeznaniom Harrego
Pottera. Wiedział, że czarodzieje będą się od nich trzymać z daleka , nie dziwił im się, w końcu w czasie wojny zrobił wiele rzeczy najgorszą z nich było słuchanie szaleńca, teraz wie, że przez jego głupotę prawie stracił rodzinę a jego syn nosi czarny
znak, który do końca życia będzie mu przypominał o jego niemocy. Nagle
jego myśli zatrzymały się na Draco, wczoraj przysłał list mówiący kto zostanie wkrótce
jego synową, na początku sam nie mógł uwierzyć, że to Hermiona Granger,
najlepsza przyjaciółka Pottera, najsłynniejsza mugolaczka w świecie magii wstąpi do jego rodziny,
dziewczyna, którą gardził, którą pragnął zabić, która była torturowana w jego
domu, na samo wspomnienie przeszły mu ciarki po plecach, wojna go zmieniła, podczas bitwy o
Hogward zrozumiał, ze czarodzieje
nieczystej krwi, nie są wcale gorsi, posiadają tyle samo mocy i umiejętności co czysto krwiści a czasami nawet więcej patrząc na to jak młody Potter pokonał Czarnego pana oszałamiaczem, nie doceniał Pottera tak samo jak
Granger, zastanawiał się jak ona przyjęła wiadomość o tym, że wkrótce zostaną rodziną, pewnie nie była zachwycona, dlatego
postanowili z Narcyzą spotkać się z nią i Draco, chciał porozmawiać z dziewczyną, zapewnić że z jego strony nie musi
się już niczego obawiać, wiedział jednak, że to nie będzie takie łatwe, miał tylko nadzieję, że Draco łatwiej będzie się z nią dogadać, jego przemyślenia przerwał aksamitny głos jego małżonki:
-
Lucjuszu mamy gościa- mężczyzna spojrzał na kobietę, wyglądała na zdenerwowaną ale zanim zdążył się odezwać za Narcyzą do salonu wszedł wysoki postawny
czarnoskóry mężczyzna, Lucjusz szybko
wstał
-
Panie Ministrze, co pana do nas sprowadza?- zapytał blondwłosy, sam się lekko zdenerwował, pojawienie się ministra nie wróżyło nic dobrego
-
Witam, chciałbym z państwem porozmawiać- powiedział surowo minister
-
Ależ oczywiście, proszę usiąść- Lucjusz odezwał się, jego żona cały czas wyglądała na zdenerwowaną, Malfoy uśmiechnął się do niej uspokajająco, pokazując głową by usiadła, ta lekko skinęła i podążyła w kierunku sofy
-
Czy chciałby pan się napić kawy a może herbaty?- zapytała uprzejmie Narcyza
-
Nie dziękuje, chcę szybko przedstawić sprawę- w głosie czarnoskórego dało się usłyszeć chłód, Lucjusz wiedział że Shakelbolt nie darzy miłością jego rodziny
-
Więc co to za sprawa, że sam Minister Magii nas
odwiedza?- zapytał Malfoy senior
-
Na początek chciałbym wiedzieć czy wiecie już o prawie małżeńskim?- zapytał Kingsley patrząc na małżeństwo gdy ci lekko skinęli kontynuował:
-
A czy wasz syn poinformował was już o tym kogo ma poślubić?- Lucjusz w końcu zrozumiał o co chodzi, Shakelbolt martwi się o członkinię złotej trójki, uśmiechnął się i spojrzał na Ministra
-
Tak wczoraj Draco poinformował nas o pannie Granger, ale nadal nie rozumiem co to ma
wspólnego z panem, czyżby odwiedzał pan osobiście rodziny wszystkich
sparowanych- powiedział kpiąco Malfoy
-
Nie przeginaj Malfoy i jestem tu prywatnie- warknął Kingsley
-
Prywatnie?- zapytała nagle Narcyza
-
Tak prywatnie jako przyjaciel Hermiony
-
Rozumiem więc panna Granger swoje wątpliwości ulokowała w ministrze magii, no
cóż…- ale Lucjusz nie zdążył odpowiedzieć
-
Hermiona nie wie, że tu jestem, ktoś inny poprosił mnie bym was ostrzegł- powiedział z powagą Kingsley, traktował Hermionę ja córkę a gdy Harry napisał, że została sparowana z młodym Malfoyem od razu
postanowił porozmawiać z Malfoyami
-
Ostrzec, ale przed czym?- zapytała pani Malfoy
-
Ostrzec przed tym, że jeżeli Hermionie choćby włos spadnie z głowy to zniszczę waszą rodzinę- zagroził Kingsley, był gotów zrobić wszystko by chronić Hermionę
-
A niby co mielibyśmy jej zrobić?- zapytał Lucjusz
-
Nie rozśmieszaj mnie Malfoy,
wiem co sądzisz o czarodziejach
mugolskiego pochodzenia a tym bardziej o Hermionie
-
To już przeszłość Shakelbolt- powiedział sucho Malfoy senior
-
Możliwe, ale ja chcę mieć pewność, że Hermiony nie spotka już nic złego z waszej strony,
wystarczy jej ta blizna którą już ma- na te słowa Malfoyowie się wzdrygnęli, nie chcieli pamiętać tortur Belii
-
Proszę się nie martwić nic jej się nie stanie z naszej
strony, nie chcemy więcej problemów- zapewniła Narcyza, Lucjusz
przytaknął
-
Zobaczymy, będę miał tą sprawę na oku, do widzenia-
Kingsley wstał i szybko się aportował, małżeństwo długo tak jeszcze siedziało nie odzywając się do siebie, oboje byli
pewni obaw, mieli jednak nadzieję, ze dziewczyna kiedyś im wybaczy.
^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
Na
drugi dzień Hermiona wydawała się już spokojna, zaakceptowała sytuację z Malfoyem, postanowiła poznać go bliżej, choć nadal obawiała się spotkania z jego
rodzicami.
Myśląc tak przemierzała korytarze idąc w kierunku wielkiej
Sali na śniadanie
-
Miona!!- zawołał ktoś, dziewczyna odwróciła się i zauważyła Zabiniego idącego w jej kierunku
-
Cześć czyżby na śniadanko? Zapytał chłopak uśmiechając się przyjaźnie
-Ja…
tak trochę zaspałam więc wszyscy poszli beze
mnie - powiedziała niepewnie Hermiona
nadal nie rozumiejąc zachowania tego chłopaka, zachowywał się tak jakby chciał się z nią zaprzyjaźnić
,,
Tak jasne, a w lipcu spadnie śnieg”
-
No to się fajnie składa bo ja też idę na śniadanie- posłał w jej stronę uroczy uśmiech chwycił za ramię i zaczął prowadzić w stronę wielkiej Sali
-
A eee… gdzie Malfoy?
-
Smok wcześniej wyszedł, powiedział że musi jeszcze coś załatwić- odpowiedział Zabini
-Acha
-
Jak tam cieszysz się na dzisiejsze zajęcia?- zapytał Blaise, dziewczyna myślała, że to jej się śni, rozmawia sobie
normalnie z Blaisem Zabinim
-Noo…
-
Co jest Miona, źle spałaś?- zapytał chłopak zatrzymując się przed nią patrząc jej w oczy
-
Co? Nie.. ja tylko… nie to nic- chciała wyminąć chłopaka i iść dalej ale ten chwycił jej rękę i zatrzymał
-
To o co chodzi, przeszkadza ci moje towarzystwo?- zapytał czarnoskóry w jego
oczach Hermiona dostrzegła ból
-
Nie .. to tobie powinno przeszkadzać moje towarzystwo- powiedziała cicho dziewczyna ale
Blaise i tak ja usłyszał
-
Co?! Nie rozumiem
-
No jestem szlamą z Gryffindoru a ty ślizgonem- oznajmiła panna Granger jakby to
było wyjaśnienie wszystkiego,
spojrzała na Blaisa a w jego
oczach dostrzegła złość
-
Nigdy więcej tak nie mów-
powiedział ostro Zabini
-
Ale..
-
Żadnych ale, wiem, że trudno ci w to uwierzyć ale ja też się zmieniłem tak samo jak Smok,
wiem też, że to nie będzie łatwe ale chcę zdobyć twoją przyjaźń- powiedział z powagą chłopak
-
ale dlaczego?- Hermiona nie rozumiała tego, dlaczego chciał się z nią zaprzyjaźnić
-
Bo będziesz żoną mojego najlepszego
przyjaciela a po za tym jesteś fajną i interesującą dziewczyną- uśmiechnął się chłopak
-
Skoro tak myślisz- lekko zarumieniła się brązowowłosa
-
Ja to wiem, a teraz choć na to śniadanie bo jestem głodny jak wilk-
dziewczyna przytaknęła i poszli w kierunku
wielkiej Sali, rozmawiając i śmiejąc się z żartów Diabła.
^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
W
wielkiej Sali Hermiona pożegnała się z Blaisem i poszła zając miejsce obok przyjaciół, usiadła koło Rona, który cały czas ją obserwował, dziewczyna postanowiła to zignorować i zajęła się śniadaniem, prowadząc lekką rozmowę z Ginny
-
Co robiłaś z Zabinim?- zapytał Ron
-
Rozmawiałam Ronaldzie- powiedziała sucho panna Granger
nie patrząc na rudego
-
Po jaką cholerę ?- oburzył się Ron
-
Nie twoja sprawa
-
Nie no to jest nienormalne, rozumiem, że musisz się dogadywać z fretką ale po co z innymi wężami?
-Nie
z innymi wężami tylko z Zabinim, to
nic złego, on po prostu chce
się zaprzyjaźnić- oznajmiła panna Granger, Ginny i
Harry obserwowali przyjaciół ale nie chcieli się wtrącać, na razie
-
Zaprzyjaźnić, tak na pewno- burknął młody Wesley
-
Co masz na myśli Ron?
-
Jak to co, Zabini chcę cię tylko wykorzystać
-Niby
jak Ron?- zapytała oburzona panna Granger
-
Hermiona proszę cię, chodzi mu tylko o twoją sławę, teraz po wojnie dużo ludzi będzie chciało się do nas zbliżyć żeby dostać coś dla siebie a ślizgoni są w szczególnej sytuacji
bo wszyscy ich maja za śmierciożerców, więc Zabini wymyślił sobie, ze zaprzyjaźni się z Hermiona Granger-
oznajmił Ron
-Przesadzasz
-
Powiedz jej Harry- Wesley zwrócił się do wybrańca
-
Ron Hermiona sobie poradzi a po za tym ja też wątpię w ten cały plan Zaniniego- powiedział wybraniec patrząc na stół ślizgonów, chodź zgadzał się z tym, że jest wiele osób, które
będą chciały ich wykorzystać.
-
Ja i tak im nie ufam , jeśli tylko czegoś spróbują…- ale Ron nie dokończył bo do wielkiej Sali
wleciało wiele sów, sów z
ministerstwa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz