Draco
i Hermiona znaleźli się w pustej klasie, trwała między nimi niezręczna cisza, choć to młody Malfoy chciał porozmawiać, tak naprawdę nie wiedział od czego zacząć, wpatrywali się w siebie ale żadne się nie odzywało
-
Dobra Malfoy o czym chciałeś porozmawiać?- spytała w końcu Hermiona, zastanawiając czego chce od niej
blondyn
-
Ja… wiesz moi rodzice chcą się z nami spotkać w sobotę w Hogsmeade- powiedział chłopak
-
Wiem i co w związku z tym?
-
Chciałbym wiedzieć czy się zgadzasz- Draco był niepewny, nie wiedział jak ma rozmawiać z Granger, choć zawiesili broń to ta czarownica nadal
była wrogo wobec niego
nastawiona, ale nie dziwił się jej, na jej miejscu też by się pewnie tak zachowywał
-
Tak pójdę na to spotkanie choć nie ukrywam, że mam pewne obawy-
oznajmiła cicho dziewczyna spuszczając wzrok, Draco rozumiał, że myśl o przebywaniu w pobliżu jego ojca mogła ją lekko wystraszyć, sam kiedyś tak się czuł
-
Nie martw się, mój ojciec… jakby to
powiedzieć… przechodzi
resocjalizację- Draco uśmiechnął się do dziewczyny gdy tak
spojrzała na niego
-
Serio?- zapytała zdziwiona gryfonka,
blondyn pokiwał twierdząco głową
-
Ministerstwo kontroluje jego postępy, sam muszę przyznać, że bardzo się zmienił- panna Granger nie mogła w to uwierzyć, Malfoy odsunął jedno z krzeseł i pokazał Hermionie by usiadła, ta niepewnie się zgodziła, później Draco odwrócił inne krzesło i usiadł naprzeciwko, dzieliło ich jedno z biurek,
dziewczyna spojrzała na niego pytająco
-
Pomyślałem, ze tak będzie nam się wygodniej rozmawiało- uśmiechnął się zawadiacko, dziewczyna
lekko odwzajemniła uśmiech, wpatrywali się w siebie gdy nagle
Hermiona przerwała ciszę
-
Dlaczego taki jesteś? – zapytała niepewnie
-
Jaki?- Chłopak nie wiedział dokładnie o co jej chodzi,
przez chwile pomyślał nawet, że ją czymś uraził
-
Inny, rozmawiasz ze mną normalnie, nie
przezywasz, próbujesz być miły nawet dla moich
przyjaciół, jesteś zupełnie jak nie ty- Draco
westchnął
-
Już ci mówiłem, że wojna mnie zmieniła, to co widziałem naprawdę mnie przerażało, właściwie nadal przeraża, wiem, że jest ci trudno poczuć się przy mnie swobodniej
ale czy tego chcemy czy nie będziemy małżeństwem, a ja nie chcę by moja żona źle się czuła w mojej obecności, dlatego chce zdobyć twoje zaufanie- Brązowooka zdziwiła się ale czuła, że Malfoy nie kłamie, ale nadal nie
wiedziała czy może obdarzyć go stuprocentowym
zaufaniem
-
Słuchaj, to będzie trudne ale spróbuję ci zaufać- na te słowa chłopak się rozpromienił, nie liczył na razie na nic więcej
-
Dziękuje- odpowiedział z uśmiechem, Hermiona pomyślała, ze to najpiękniejszy uśmiech jaki widziała
-
Możemy zaczął od nazywania się po imieniu- powiedziała cicho dziewczyna, chłopak spojrzał na nią i przytaknął, nigdy by nie pomyślał, że to ona to zaproponuje
-
Masz rację Hermiono, było by dziwnie wołać cię Malfoy po naszym ślubie- chłopak mrugnął do dziewczyny a ta zaczęła chichotać
-
Tak to by było dziwne- przytaknęła panna Granger, gdy usłyszała jak wypowiada jej imię czułą się dziwnie, było jej strasznie ciepło
-
Chodźmy już na lekcje Draco-
powiedziała powoli, blondyn
spojrzał na nią inaczej niż zwykle, jego spojrzenie
było ciepłe i przyjazne, nigdy
wcześniej nie widziała w jego oczach czegoś takiego, zazwyczaj
wzrok miał taki zimny i wyniosły a teraz myślała, ze jego oczy mogą palić
-
Dobrze, co masz teraz?- zapytał niebieskooki, gdy Hermiona wypowiedziała jego imię poczuł nagły żar, zrobiło mu się przyjemnie, sam nie
wiedział dlaczego, przecież dziewczyny już wcześniej wypowiadały jego imię ale gdy gryfonka to
zrobiła, czuł, ze to coś innego, dużo lepszego
-
Opiekę z Hagridem- odpowiedziała Hermiona, chłopak przytaknął wstał i otworzył drzwi, dziewczyna myślała, ze wyjdzie przed nią ale on czekał, czekał na nią, więc Miona wstała i powoli wyszła z klasy, zwróciła się z w stronę Malfoya by go pożegnać ale on ubiegł ją
-
Odprowadzę cię- powiedział chłopak wychodząc za panną Granger z klasy i
zamykając drzwi
-
Nie trzeba, poradzę sobie- zapewniła dziewczyna z lekkim uśmiechem
-
Ale to nie problem, mam teraz zielarstwo, choć- powiedział i pociągnął ją w stronę wyjścia
^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
Gryfoni
i krukoni siódmego roku byli zebrani wokół chatki Hagrida, zajęcia opieki nad
magicznymi stworzeniami mieli razem, czekając na profesora, nagle jeden uczeń zauważył coś naprawdę niesamowitego
-
Czy to Miona idzie pod rękę z Malfoym?- zapytał nagle Dean Thomas,
wysoki czarnoskóry gryfon, paru uczniów w tym Ginny Ron i Harry spojrzeli w
kierunku pary, wszyscy otworzyli szeroko oczy widząc jak ich przyjaciółka naprawdę trzyma Malfoya a na
dodatek uśmiecha się
-
Co tam się dzieje?!- warknął Ron widząc jak Hermiona żegna się z Malfoyem ,gdy ta
chciała odejść blondyn wziął jej rękę i pocałował, dopiero potem oddalił się , wszyscy byli w niezłym szoku, nie
spodziewali się tego, gdy dziewczyna
doszła do przyjaciół zauważyła ich zdziwienie, a
przede wszystkim złość Rona
-
Co jest?- zapytała niewinnie, miała nadzieję, że przyjaciele nie zauważyli jej rumieńców, spojrzała na Ginny a ta uśmiechała się do niej szeroko
-
Och nic po za tym, że widzieliśmy jak szłaś z Malfoyem, no i to pożegnanie było niesamowite- powiedziała Gin a gdy zobaczyła, ze Miona robi się jeszcze bardziej
czerwona zaśmiała się
-
No to było show, widzę, że ty i Malfoy
dogadujecie się- powiedział wybraniec uśmiechając się przyjacielsko
-
Jak widać- powiedziała nieśmiało Hermiona
-
Proszę was nadal wierzycie w
ta całą przemianę Malfoya- powiedział Ron, trójka uczniów
spojrzała na niego, wszyscy
mieli już dość tych jego komentarzy
-
Ron dałeś słowo, że przestaniesz się czepiać- powiedziała ostro Miona, ten
spojrzał na nią i wzruszył ramionami
-
Właśnie Ron przestań zachowywać się jak dupek bo ci przywalę- zagroziła Ginny, Ron popatrzył na nią przestraszony, wiedział, że uderzenia jego siostry
są bardzo bolesne,
postanowił się już nie odzywać. Gdy Hermiona zauważyła, że Ron się uspokoił postanowiła wypytać Harrego o jego rozmowę z Parkinson
-
Powiedz Harry a jak poszło z Parkinson?
-
Eee jakoś, szczerze myślałem, że będzie gorzej- westchnął wybraniec
-
Co masz na myśli??- dziewczyna chciała wiedzieć czy Parkinson też się zmieniła tak jak Draco i Blaise
-
No myślałem, że zacznie mnie obrzucać wyzwiskami czy coś a ona grzecznie ze mną rozmawiała, miałem nawet wrażenie, ze się mnie boi- przyjaciele
spojrzeli na niego jakby wyrosła mu druga głowa
-
Jak to?- zapytała zainteresowana Ginny,
zastanawiała się jak można się bać kogoś tak dobrego i łagodnego jak Harry, no może oprócz tego gdy walczy
z kimś na poważnie w pojedynku
-
W ogóle na mnie nie patrzyła i odzywała się tylko gdy ją o cos zapytałem
-
Może dlatego, ze bała się, że wsadzisz ją do Azkabanu czy użyjesz jakiejś klątwy- powiedział poważnie Ron
-
Po jaka cholerę miałbym to robić?- zapytał wybraniec
-
Podczas bitwy chciała cię wydać, pewnie myślała że śmierciożercy wygrają- odpowiedział z kpiną Ron
-
Możliwe, ale nie chcę by moja żona nawet jeśli przymuszona się mnie bała- powiedział cicho Harry
-
W wielu rodzinach arystokrackich to jest norma, więc może dla Parkinson to nie
problem- oznajmiła Ginny
-
Ale ja nie jestem arystokratą- powiedział Harry
-
Przy następnej okazji powinieneś z nią to wyjaśnić- zasugerowała Miona, wybraniec
spojrzał na nią i przytaknął w tej samej chwili
Hagrid przyszedł i kazał uczniom iść za nim.
^^^^^^^^^^^^^^^^^
Po
tym jak Draco odprowadził Hermione pod chatkę Hagrida udał się do szklarni na
zielarstwo, które w tym roku ślizgoni mieli z puchonami. Gdy wszedł do szklarni wszyscy
uczniowie byli już w środku, blondyn zauważył Blaisa rozmawiającego z Pansy i Nottem,
postanowił do nich podejść, gdy Zabini go ujrzał uśmiechnął się
-
Gdzie byłeś Smoku?- zapytał Nott, uśmiech Blaisa jeszcze
bardziej się poszerzył
-
Dracze był na randce z przyszłą panią Malfoy- oznajmił uradowany Diabeł, Pansy się roześmiała widząc minę Draco, która
przedstawiała czystą złość, zauważyła również lekki rumieniec na jego
twarzy
-
Zabini zamknij się- syknął Malfoy, przysiągł sobie, że kiedyś zaszyję usta swojemu przyjacielowi
-
Byłeś z Granger?- zapytał zdziwiony Nott,
zastanawiał się co się stało z Malfoyem, Zabinim i
Parkinson, zmienili się, kiedyś fanatycy czystości krwi a teraz to już sam nie wiedział
-
Co cię tak dziwi, przecież żenię się z nią- odpowiedział Malfoy, Theo powoli go
już wkurzał, przypominał mu ślizgońską wersję Wesleya
-
Dobra Theo daj spokój, to sprawa Draco i Hermiony- wtrącił się Zabini bojąc się, że Smok zaraz nie wytrzyma,
blondyn skinął mu w podzięce
-
A jak tobie poszło z Potterem Pansy?-
zapytał Malfoy, zastanawiał się jak wybraniec się zachował w tej sytuacji, trzej
chłopcy spojrzeli na Pansy
-
No nie było tak źle- odpowiedziała cicho brunetka
-
Może jakieś szczegóły- zażądał lekko Malfoy
-
Był dla mnie miły, choć spodziewałam się, że zacznie na mnie
wrzeszczeć, wyzywać albo od razu mnie
przeklnie
-
Jasne, święty Potter nigdy by
nikogo nie skrzywdził- syknął Nott
-
O co ci chodzi Nott, co masz znowu do Pottera?- zapytał już lekko rozdrażniony Blaise
-
Jak to co mam, to Potter, złote dziecko, pieprzony bohater- prychnął Nott
-
Theo ty chyba jesteś zazdrosny o Pottera-
powiedział Zabini
-
Chyba cię pogięło, niby o co, o jego głupotę, sieroce życie czy obrzydliwych
przyjaciół!- tego Draco nie mógł zignorować, ten idiota obraził jego Granger, szybko wyciągnął różdżkę i przyłożył do gardła Notta
-
Nigdy więcej tak nie mów o
Granger!- syknął blondyn, miał ochotę rzucić w niego Crucio, nagle
poczuł dłoń na swoim przedramieniu,
był to Zabini
-
Smoku nie warto, a co do ciebie Theo to zdaje mi się, że zazdrościsz Potterowi rodziców,
którzy nie bali się za niego zginąć i nie tylko oni, zazdrościsz mu również prawdziwych przyjaciół, którzy nigdy go nie
opuścili i wierzyli w niego
nawet gdy wszyscy myśleli, że nie żyje, a przede wszystkim
zazdrościsz mu tego, że mógłby cię rozwalić zwykłym expeliarmusem-
powiedział spokojnie Zabini,
wszyscy uczniowie byli cicho, wsłuchiwali się w całą rozmowę, większość przyznała rację Blaisowi, Theo spojrzał na niego z pogardą, wyszarpnął się z uścisku Malfoya i wyszedł, po drodze spotykając zdziwioną profesor Sprout. Do końca dnia całą szkołe obeszły plotki o ślizgonach broniących Wybrańca.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz